2006-12-18 - Zostaem magisterkiem :) Praca o tytule: "TEORETYCZNE I APLIKACYJNE ASPEKTY WSPÓŁCZESNYCH SYSTEMW ZARZDZANIA RELACJAMI Z KLIENTAMI" zostaa obroniona w zeszy czwartek (14.12.2006) ...i po studiach.
2006-08-25 - VII Dni Lajtowe z PKA Zapraszam na stronke Dni Lajtowych (zobacz»), a w szczeglnoci na sam imprezk. Zapowiada si smerfastyczna atmosfera i niesamowite rzeczy do ogldania, nie wspominajc ju o muzyce... a wic do zobaczenia !
Szczegy na stronie!
2006-07-24 - NOWA STRONKA JPA! Dugo to trwao, ale w kocu uruchomiem stronke dla JPA! System ANTCms 2.0 w caej okazaoci - poezja kupowania :) ZAPRASZAM !
2006-05-12 - Wind of changes... po 6-ciu latach zmieniam prack, zbiego si to ze zmian pracy przez Asi. Zobaczymy jak to bdzie...
2006-05-08 - Maa Fatra niestety pogoda nie dopisaa i z chodzenia po grach wyszy nici. Na poprawienie humoru zaliczone zostay ruinki Stergo Hradu nad Wagiem - z...cie pooone ruinki. Wprawdzie z zamku niewiele zostao, ale dojcie do niego bardzo fajne, a widok ze skay w d smerfastyczny :) polecam polecam polecam ! Rabsztyn ktry odwiedzilimy w ten weekend po postu sie chowa :) Tradycyjnie wszedzie z nami plta si Luna - ma ju nawet swj paszport - wic przy lepszej pogodzie Maa Fatra i Velky Krivan nie ma szans :)
2006-03-06 - Zamek Rudno-Tczyn "Potne ruiny zamku Tczyn pooone s na szczycie gry, ktra bya kiedy wulkanem na wysokoci 403 m. By to jeden z najwikszych zamkw Maopolski..." i tam bylimy z Asi i chodzcym kataklizmem (Lun) na maym rekonesansie w niedziele :) Fajnie bo nie byo ludzi, tylko pogoda rednia... ale polecam i tak !
2006-01-19 - Gdy moherowy wkadam berecik,
Zaraz mi janiej soneczko wieci.
Od razu troska i kopot znika
I wszdzie widz Ojca Rydzyka.
Wczoraj kupiem kolejny beret
Taki konkretny - ju bez usterek.
Cho te poprzednie miay swe wdziki
To brakowao im wci "antenki".
Teraz odbieram fale radiowe,
Naszpikowan mam cigle gow
Wiadomociami z Radia Maryja
I tak mi ycie spokojnie mija.
2005-12-30 - WIELKA ORKIESTRA WITECZNEJ POMOCY - zapraszam do licytacji flagi z autografem Krzysztofa Oliwy »



 tu jesteś:   Strona główna  >   DEMAVEND PROJECT

ciąg dalszy...

Gdziekolwiek się pokazujemy stajemy się atrakcją, a moje długie włosy (choć dla nie prowokowania spięte) wywołują wielkie poruszenie - był nawet gość, który zrobił sobie koło mnie zdjęcie. Teraz już wiem jak czują się małpki w zoo - czekałem tylko, aż zaczną nas częstować bananami - cóż przynajmniej raz w życiu możemy powiedzieć, że jesteśmy w centrum uwagi. Przez cały dzień w Teheranie nie spotkaliśmy żadnego Europejczyka lub nikogo kto wyglądałby na nie-Irańczyka, trudno więc było nie być niezauważonym. Jednak i ta sztuka nam się udała. Gdy przez wizjer aparatu w kadrze zobaczyłem policję wyciągającą na nasz widok pałki i krzyczącą w naszym kierunku w momencie udało się nam wtopić w tłum. Kolejna próba szpiegostwa uszła nam płazem -może po prostu nie lubili jak się im zdjęcia robi.

Kolejna noc w autobusie tym razem jedyna w życiu szansa oglądnięcia irańskiego filmu w stylu "Klanu". Ten kto mówi, że polskie kino to dno powinien to zobaczyć. Film był nawet fajny, niestety nie wiem jak się skończył, przespałem zakończenie - w każdym razie czas zleciał, na rano znów byliśmy na granicy w Bazargan. Terminal od tej strony to pełna kultura, pięknie oszklony budynek widać, że niedawno skończony. Wszyscy "zagraniczni" zostali wzięci na specjalną kontrolę poza kolejką, kilka minut i jesteśmy w Turcji. Tu znów przejście przez "klatkę". Mała bójka przemytników z żołnierzami mało nie doprowadziła do strzelaniny. Nas jednak nikt się nie czepia. Przechodzimy spokojnie i łapiemy autobus do znanego nam już dobrze Erzurum. Niestety na Ararat czasu nie starczyło - może kiedyś...

Z Erzurum spontaniczna przesiadka i jedziemy do Adany nad Morzem Śródziemnym, a co tam, tam jeszcze nie byliśmy. Kolejny dzień i noc w autobusie - tyle już ich było, że zastanawiam się czy zasnę w zwykłym łóżku. W autobusie niewiele się dzieje, choć znów drogę umila nam pokładowy stwerad myjąc wszystkim ręce. W Adanie jesteśmy na rano. Powietrze tu jest dziwnie ciężkie, przytłaczające, źle się oddycha - Adana to najgorętsze miasto Turcji.

Obóz rozbijamy w małym hoteliku blisko targu. Hotelik jak z przedwojennych filmów z Bogartem, w pokojach poza łóżkami jest tylko jedno - jest niesamowicie gorąco, ale za to cena jest przystępna wiec zostajemy. Recepcjonista widząc że my nietutejsi przyniósł nam wiatrak "przemysłowych" rozmiarów i w pokoju zrobiło się znośnie. Wertujemy przewodnik co ciekawego jest w Adanie i po raz kolejny okazuje się ze niewiele - więc po prostu udajemy się nad morze. Mijamy wielkie pola z bawełną - pewnie nasze t-shirty też tu zaczynały. Plan następnego dnia jest piękny - udajemy się do "Yijan Kale" ruin Zamku Węża zbudowanego przez krzyżowców, żeby się wspinać. Jedziemy "dolmuszem" (miejscowa komunikacja busami) - zabieramy uprzęże, linę i wszystko co potrzeba do wspinaczki. Zamek na horyzoncie wygląda super. Parę kilometrów do twierdzy w upale 41 stopni w cieniu i wspinanie szybko nam przeszło - w taka pogodę nie da się wspinać! - w taką pogodę nic się nie da! Decydujemy się wiec zdobyć go klasycznie frontalnym atakiem. Fajna zabawa. Zwiedziliśmy cale ruiny i choć wspinaczka nie wyszła wracamy w świetnych humorach.

Kolejny punkt programu jest nam znany, aż za dobrze - zbieramy wszystko i znów do autobusu - tym razem do Antalyi - miejsca gdzie zaczęliśmy nasze "tour de Turkye". Przez całą wyprawę w pamięci żywy był obraz gorącej plaży, przezroczystej wody, turystek topless na plaży i w ogóle wszystkiego, nie było wiec problemu w poprzestawianiu planów tak, by jeden cały dzień spędzić jak zwykli turyści - na plaży. 6-ta rano leżymy już nad morzem. Mogę się założyć, że w tym słonecznym mieście jest najwyżej jeden dzień w roku w którym pada deszcz - no i oczywiście na niego trafiliśmy. Tak czy inaczej w sztormowej pogodzie wykąpaliśmy się, zwiedziliśmy miasto i następnego dnia po raz ostatni w Turcji wpakowaliśmy się do autobusu - tym razem na lotnisko...

Przed wyjazdem koleżanka spytała mnie czy warto się tak męczyć, tyle poświęcić dla 5 minut na szczycie jakiejś góry niewiadomogdzie ?
Teraz wiem że zdobycie szczytu, to tylko uzupełnienie niesamowitej przygody jaką była ta wyprawa, czasu spędzonego z nieprzeciętnymi ludźmi we wspaniałych miejscach. Mam nadzieje ze będę mógł to kiedyś powtórzyć. Może za rok Kamczatka ?


««   1   2   3   4   5   [6]   »»  



 
Copyright Igor13 © 2000/2004
Wykorzystywanie jakichkolwiek materiałów ze strony
bez zgody autora ZABRONIONE!